Home > Na temat sportu > Kiedy dowiedziałam się, że wybieramy się na tratwy nie myślałam, że te spływy tak mnie wykończą

Kiedy dowiedziałam się, że wybieramy się na tratwy nie myślałam, że te spływy tak mnie wykończą

luty 9th, 2010 Ewenement

Spływy tratwami kojarzyły mi się do tej pory z jakąś ekstremalną rozrywką dla specyficznych ludzi, kamizelkami bezpieczeństwa i tak dalej. Okazało się jednak, że tratwy to jednak co innego…
Po pierwsze - one są robione na spokojnych, ospałych potokach, którym daleko do żywych, górskich spływów.
Po drugie - na nie nie trzeba wchodzić w kamizelkach chyba, że ktoś całkiem nie umie pływać.
Na tratwach trwa niekończąca się integracja. Co jakiś czas dołączają się nowe i łączy sukcesywnie w jedną wielką, po czym następuje impreza, siorbanie lekkiego piwka, opiekanie (!) ryb i podśpiewywanie. Pod wieczór cumuje się do jakiegoś ustalonego miejsca i rozbija noclegownie, gdzie impreza toczy się w najlepsze.
Po kilku dniach takiego spływu miałam kompletnie dość. Kac męczył mnie od kilku dni, nie miałam już siły na zbiorowe tańce a od pijackich przyśpiewek bolała mnie głowa. Przy następnym postoju po prostu zebrałam się, grzecznie pożegnałam i wróciłam do Lublina. Przez następnych parę dni miałam mieszkanie tylko dla siebie, jaccuzi z bąbelkami i TV :)

Komentarze są zamknięte